To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
 
Biblioteka 2.0
Forum społeczności czytelników i bibliotekarzy cyfrowych

Królicza Nora 2.0 - Audiobook czy zwykła książka?

gugu8 - 2010-09-13, 13:50
Temat postu: Audiobook czy zwykła książka?
Wszędzie mówi się, że ludzie nie czytają książek. Młodzi ludzie często uważają je za przeżytek w nowoczesnym świecie. Po części zgadzam się z tą opinią dlatego bardzo chętnie sięgam po audiobooki. Można je wszędzie ze sobą zabrać i słuchać przy pomocy odtwarzacza mp3 czy też telefonu komórkowego. Kilka audiobooków, które przesłuchałem zapadło mi bardzo w pamięci. Z ostatnich był to audiobook „Na srebrnym Globie” Jerzego Żuławskiego, a czytany przez Romana Gancarczyka (wyd. Audea). Nie jestem fanem fantastyki, ale ta książka dotyka problemów, które mogą być pewnego dnia bardzo realne.
klitynski - 2010-09-13, 14:33

Na pewno audiobooki są wygodniejsze np. w wannie. :-)
barni - 2010-09-27, 14:18

A ja mimo wszystko wolę wziąć książkę do ręki , zupełnie inaczej jest przeczytac książkę niż jej wysłuchać .
mwerla - 2010-09-27, 23:37

Wpis zaczynający ten wątek to reklamowy spam. Jest takich wiecej na rożnych forach w sieci - Google potwierdzi. Ale podyskutowac można ;-) wiec ja rownież preferuje wersje papierowa o ile jest dostępna. :-)
relis - 2010-09-28, 13:33

mwerla napisał/a:
Wpis zaczynający ten wątek to reklamowy spam. Jest takich wiecej na rożnych forach w sieci - Google potwierdzi. Ale podyskutowac można ;-) wiec ja rownież preferuje wersje papierowa o ile jest dostępna. :-)


No muszę się przyznać, że przy aktualnych cenach czytników e-booków papier dominuje na moich regałach. Póki mam gdzie wkładać i się nie urywają, dochodzą kolejne pozycje na papierze.

PS. Chyba powinniśmy zrobić sobie mały bibliofilski kącik psychoterapeutyczny dla bibliotekarzy cyfrowych, by po robocie odpocząć od tych głębi bitowych, workflowów, metadanych, macierzy oraz by rozładować ten permanentny stres z obawy, że ktoś w końcu wyłączy prąd. Inaczej mówiąc warto utworzyć nową specjalizację: biblioterapia dla bibliotekarzy cyfrowych.

Monika J. - 2010-09-29, 23:59

relis napisał/a:


No muszę się przyznać, że przy aktualnych cenach czytników e-booków papier dominuje na moich regałach. Póki mam gdzie wkładać i się nie urywają, dochodzą kolejne pozycje na papierze.

Do audiobooków cokolwiek co gra wystarczy ;-)

Nie wiem jak wam, ale mnie osobiście nieco przeszkadza (i odciąga uwagę) sposób intonowania czytającego, czy np. jego często nienaturalne tempo czytania. Przy obcowaniu z tekstem jednak nasz "wewnętrzny lektor" działa tak jak go sami wyszkoliliśmy, albo wcale nie działa, więc i nie przeszkadza, jak czytamy odpowiednio szybko ;-)

relis napisał/a:
PS. Chyba powinniśmy zrobić sobie mały bibliofilski kącik psychoterapeutyczny dla bibliotekarzy cyfrowych, by po robocie odpocząć od tych głębi bitowych, workflowów, metadanych, macierzy oraz by rozładować ten permanentny stres z obawy, że ktoś w końcu wyłączy prąd. Inaczej mówiąc warto utworzyć nową specjalizację: biblioterapia dla bibliotekarzy cyfrowych.

Bardzo mi się pomysł podoba! :-) I spotkania w realu, gdzie np. (odchodząc od tego, co cyfrowe) będziemy robić np. czapkę z gazety (jak w jednej z ksiąg Tytusa, Romka i A'Tomka) albo origami :mrgreen:

sk - 2010-09-30, 12:24

Nikt poza spamerem, o pardon, panem z marketingu, nie napisze ciepłego słowa o książkach do słuchania? Pamiętam "audiobooki" z czasów, kiedy nikt tak jeszcze nie nazywał książek czytanych przez lektora. Wystarczyło włączyć o odpowiedniej porze radio i... zdarzało się, że nawet zupełnie przeciętna powieść zamieniała się w prawdziwą magię! Nie wiem, być może działa to tylko na tych, którzy trzymają gdzieś z tyłu głowy książki wysłuchane w dzieciństwie? To w każdym razie dla mnie jest paradygmatyczny wzorzec "audiobooka". Dalej rzecz jasna moja pamięć nie sięga, ale zdaje się że już niejaki Homer korzystał z oralnej formy dystrybucji treści i wszyscy byli bardzo zadowoleni :-)

Monika J. napisał/a:
["wewnętrzny lektor"] ... wcale nie działa, więc i nie przeszkadza, jak czytamy odpowiednio szybko

W taki sposób można czytać co najwyżej gazety, prace naukowe albo dokumentację techniczną. Połowa przyjemności czytania bierze się przecież z języka, z rytmu, brzmienia słów, więc książka czytana bez fonetyzacji to coś jak in vitro. Skutek jest, ale przyjemność raczej umiarkowana ;-)

Joanna Madej - 2010-10-01, 12:44

relis napisał/a:
PS. Chyba powinniśmy zrobić sobie mały bibliofilski kącik psychoterapeutyczny dla bibliotekarzy cyfrowych, by po robocie odpocząć od tych głębi bitowych, workflowów, metadanych, macierzy oraz by rozładować ten permanentny stres z obawy, że ktoś w końcu wyłączy prąd. Inaczej mówiąc warto utworzyć nową specjalizację: biblioterapia dla bibliotekarzy cyfrowych.


Dobry pomysł! :mrgreen: Oczywiście zdecydowanie wolę tradycyjne papierowe książki:]

Monika J. - 2010-10-05, 10:02

sk napisał/a:
Nikt poza spamerem, o pardon, panem z marketingu, nie napisze ciepłego słowa o książkach do słuchania? Pamiętam "audiobooki" z czasów, kiedy nikt tak jeszcze nie nazywał książek czytanych przez lektora. Wystarczyło włączyć o odpowiedniej porze radio i... zdarzało się, że nawet zupełnie przeciętna powieść zamieniała się w prawdziwą magię! Nie wiem, być może działa to tylko na tych, którzy trzymają gdzieś z tyłu głowy książki wysłuchane w dzieciństwie? To w każdym razie dla mnie jest paradygmatyczny wzorzec "audiobooka". Dalej rzecz jasna moja pamięć nie sięga, ale zdaje się że już niejaki Homer korzystał z oralnej formy dystrybucji treści i wszyscy byli bardzo zadowoleni :-)


Ach, no w tych czasach oczywiście tych "jeszczenieaudiobooków" słuchałam! :-) Z pocztówek muzycznych, z płyt winylowych, no i oczywiście "Radio dzieciom" w radiowej Jedynce :-) Ale mam wrażenie, że obecnie przy powszechnej i chyba już masowej produkcji audiobooków lektorzy są coraz bardziej przypadkowi i to już nie to samo... ;-)

Wojtek - 2010-10-06, 00:17

sk napisał/a:
Pamiętam "audiobooki" z czasów, kiedy nikt tak jeszcze nie nazywał książek czytanych przez lektora...


Ostatnio wpadły mi w ucho opowiadania E.A Poego nagrane w czasach "pacholęcych". Niesamowite nagranie (potęgujący nastrój grozy, intonacja, pauzy, ...), wydane na kasecie (PIW). Odsłuchałem jeszcze raz, po kilkunastu latach i... odpłynąłem. Nie nazwałbym jednak tego audiobookiem, podobnie listów Marka Twaina w wykonaniu Romka Kostrzewskiego.
Zupełnie innego wrażenia doznałem przy recytowanych lekturach, wyłączyłem po kilku minutach..

sk - 2010-10-06, 09:35

Ale, ale... żebyśmy czasem nie wyszli na sentymentalnych dziadków (babcie) upierających się, że dawniej wszystko było lepsze... ;-)

Na półkach z "audiobookami" jest sporo tandety, podobnie zresztą, jak w przypadku książek drukowanych (słabe przekłady, amatorska redakcja, powierzchowna korekta), ale trafiają się też perełki, jak. np. Wojna polsko-ruska czytana przez Grzegorza Przybyła albo Lot nad kukułczym gniazdem (Jan Peszek). Porównanie nagrania Peszka z krążącym po sieci Zapasiewiczem sprzed lat wypada moim skromnym zdaniem na korzyść Peszka, więc nie zawsze starsze oznacza lepsze.

"Audiobookiem" najchętniej nie nazywałbym niczego w ogóle, bo słowo dość koszmarne, ale skoro zostało użyte, to się dla wygody tego trzymam. Granica między nagraniem sprzedawanym pod taką nazwą a nagraniami radiowymi, na kasetach czy innych nośnikach jest trudna do ustalenia - czasem stare nagrania radiowe zapisane w mp3 na krążkach CD sprzedawane są jako "audiobooki", np. Moskwa-Pietuszki w fantastycznej interpretacji Wilhelmiego.

Wojtek - 2010-10-07, 23:05

...jako ciekawostkę podam Wam, że kiedyś podczas prowadzenia kursu z MARC21 natknąłem się na opis bibliograficzny pewnego audiobooka w "znanej" bibliotece

Wyglądał on tak:

Pan Wołodyjowski [Dokument dźwiękowy] / Janusz Gajos. - [Katowice] : "Aleksandria", cop. 2007. - 1 płyta (CD) : digital, stereo. ; 12 cm.

...ale powszechne są też "Psy wojny" Jana Englerta :mrgreen:

AgMag - 2010-10-25, 15:19

Dawna polska wersja audiobooka to książka mówiona przeznaczona dla niewidomych i niedowidzących, lata w tył praktycznie niedostępna dla zdrowych. Angielski wygrywa bo to jedno słowo zamiast dwu, a my się przecież ciągle spieszymy... A te powyższe opisy to miód na bibliotekarskie serce :lol:
agra - 2011-04-07, 14:51

Ja nie mam nic przeciwko audiobookom :) Czasem wolę poczytać książkę, a czasem chętnie słucham. Polecam wyłączyć zmysł wzroku, zgasić światło i zatopić się w lekturze :D
Jeżeli lektor "wpadnie nam w ucho" gwarantuje, że będzie słuchać się rewelacyjnie.

Tomasz Kalota - 2011-04-07, 15:40

agra napisał/a:
(...) Polecam wyłączyć zmysł wzroku, zgasić światło i zatopić się w lekturze :D (...)
W moim przypadku wyłączenie wzroku byłoby klopotliwe, bo najczęściej słucham w aucie. Choć niektóre korki stwarzają warunki do delektowania się lekturą z wyłączonym zmysłem wzroku ;-) .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group